sobota, 31 maja 2014

Prolog
Zawsze sądziłam, że życie jest piękne, że jest nieocenionym darem, który trzeba przyjąć i szanować. Na który trzeba zasłużyć. Nie było dnia, kiedy żałowałam, że zostałam powołana do niego powołana. Do teraz. 
Kiedy cofam się kilka miesięcy wstecz, moje serce krwawi. Tęsknię za tym, co straciłam. Na tym świecie nie ma sprawiedliwości, nie ma dobra. Jest tylko ból i cierpienie, którego się nie wybiera, które się znosi. Nie dlatego, że się chcę, że się rozumie. Dlatego, że nie ma się innego wyboru. Czy gorsze jest to psychiczne, czy fizyczne? Nie potrafię Wam powiedzieć. Ja sama przeżyłam oba, może i jestem silniejsza, mimo mojego młodego wieku, ale gdybym miała jakąkolwiek szansę, by go uniknąć, z pewnością bym ją rozważyła. Teraz nie wyobrażam sobie, że jeszcze kiedyś mogłoby być dobrze, mimo cichutkiej nadziei w sercu.
Ale zacznijmy od początku...
***
-Sabino, wychodź z domu, bo nie zdążysz na zakończenie roku! - krzyczy moja matka.
Patrzę na zegarek. Zostało mi zaledwie dziesięć minut, a ja jeszcze nie jestem gotowa. Postanowiłam ubrać sukienkę, jako że będę musiała wyjść na środek, by odebrać świadectwo z czerwonym paskiem. Moje życie jest perfekcyjne, jeśliby wziąć pod uwagę jedynie naukę. Nie mam z nią problemów, wcale się nie uczę, a i tak otrzymuję najwyższe noty. Czytam ogromne ilości książek. Kocham przenosić się do innego świata, opuszczać tą szarą rzeczywistość. Ale tylko na jakiś czas. Kocham życie. Kocham, mimo tego, że w szkole prawie nie mam przyjaciół. Prawie, bo rok temu w liceum pojawiła się moja bratnia dusza - Kamila. Od tego czasu miałam się z kim dzielić sekretami. Była tak samo dziwna, jak ja. Po jakimś czasie dołączył do nas chłopak, który zawsze siedział gdzieś z tyłu, oddalony od reszty grupy. Okazało się, że jest genialny. Jake (tak naprawdę Jakub, ale przywykłyśmy do nazywania go ksywą, którą nadałyśmy mu w dniu, kiedy podszedł do nas w czasie długiej przerwy, by spytać, czy moglibyśmy utworzyć wspólnie paczkę) lubił czytać, był bardzo mądry. Ale przede wszystkim, był cudownym przyjacielem. Zawsze nas chronił przed wszelkimi niebezpieczeństwami. Często byliśmy wyśmiewani przez resztę, ale to nam nie przeszkadzało. Wykreowaliśmy sobie swój własny, kolorowy świat.
Wkładam prostą, czarną sukienkę do kolan. Rozpuszczam moje wyprostowane, czekoladowe włosy. Jestem gotowa, by rozpocząć wakacje po pierwszej klasie liceum. Szkoła leży niedaleko od mojego domu, więc idę pieszo. Docieram dokładnie na czas. Przed szkołą czekają na mnie Kami i Jake. Razem wchodzimy do szkoły. Towarzyszą nam radosne śmiechy.
-Dziewczyny, czyż to nie jest cudowne. Dwa miesiące wolności! I już nie będziemy kotami! Chodźcie!
-Tak, my też się cieszymy. - odparłyśmy chórem.
Całą salę wypełnij dźwięk ostatniego dzwonka w tym roku szkolnym. Przyszedł czas na wystąpienie wzorowych uczniów, aby odebrać świadectwo na środku. Nogi zaczęły mi drżeć, nawet nie wiedziałam dlaczego. Trochę się obawiałam, ponieważ po raz pierwszy ubrałam wysokie szpilki. Teraz zaczynałam żałować wyboru, od którego odwodziła mnie mama. Wreszcie nadszedł czas na uczniów klasy Ib.
-Sabina Malinowska!
"Okej, nic wielkiego"-próbowałam przekonać samą siebie. Dlaczego czułam się tak słabo. Dlaczego dziś?
Stanęłam na środku. Podszedł do mnie dyrektor i wyciągnął rękę ze świadectwem.
Ale ja tego nie widziałam. Widziałam ptaka lecącego wśród promieni słonecznych. Jasność. Tak świetlista, że aż oślepiająca. Zmrużyłam oczy, by je chronić.
I straciłam władze w nogach. Poczułam tylko, jak upadam na podłogę. A potem nic. Jakbym zapadła w sen.
Ale czy sen może boleć?